Wczoraj graliśmy w Poznaniu z Wartą. Mecz rozgrywany był na stadionie Lecha. Pojechaliśmy na czarno, wiedząc, że jest to formalny pogrzeb Śląska. Było nas jakieś 800 głów, doping był nawet dobry. Hasłem dnia było skandowanie do napinatorów z Poznania „Sprzedali się, sprzedali się, sprzedali się za lodówkę!”. Mecz jak mecz, po meczu szał radości. Udało mi się wywalczyć getry od Patryka „Kilofa” Klofika. Po powrocie do Wrocka pojechałem z Olejem i z Ozimem do tego drugiego na chatę zawieźć flagę, a potem pognaliśmy do Rynku na fetę. Pośpiewaliśmy, poszliśmy po piwo, potem zjechali piłkarze.
Śpiewom, skakaniu nie było końca. Wojtek Kaczmarek ryczał jak bóbr, piłkarze czuli klimat „Kto nie skacze, ten z Drzymałą, hej! hej!”. Potem poszliśmy z Kolanem, jego lasencją i jej ciocią na piwko. W międzyczasie zahaczyliśmy o Szufladę, do której wleciała lodówka, a wszystko to, że jakiś pieprzony ochroniarz uderzył Ryśka Tarasiewicza. Było godnie. WROCŁAW CAŁY! BEZ DRZYMAŁY!
niedziela, 25 maja 2008
AWANS!!!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
Trzeba przyznac ze wyjazd byl swietny, oczywiscie mecz sam w sobie, rowniez, lecz najlepszy byl chyba powrot oraz feta ;-)) Kto widzial Cie nastepnego dnia, potwierdzi ze zabawa byla przednia ;-))
Pozdrawiam
Prześlij komentarz